Strona głównaMyOfertaAktualnościButikBlogGaleriaKontaktpoczta
Blog
Daria


Dorota


Iza


Magda


Magda
2017 - 12 - 24
¡Feliz Navidad y Próspero Año Nuevo!
Wszyscy z niecierpliwością oczekujemy pierwszej gwiazdki na niebie, błyszczącej choinki, prezentów, przepysznych bożonarodzeniowych dań, magicznej atmosfery i… Kevina na Polsacie ;) Ten okres zbliża się do nas wielkimi krokami, a ja postaram się wprowadzić w ten nastrój w przedednie Wigilii oraz cudownego radowania się przy jednym stole i zabiorę Was do Hiszpanii.
W Hiszpanii okres Bożego Narodzenia rozpoczyna krajowa loteria pieniężna zwana El Gordo, której losowanie śledzi większość Hiszpanów w telewizji 22 grudnia. Warto wspomnieć, że losowania podejmują się sieroty z madryckiego domu dziecka, które wyśpiewują numery wygranych kuponów. Szczęściarze mogą wygrać naprawdę spore sumy pieniężne!


Hiszpanie podobnie jak Polacy dekorują swoje domy świątecznymi ozdobami, ubierają choinkę (Ӑrbol de Navidad) i ustawiają tradycyjną szopkę (Belén). Nietypową postacią w szopce obok Dzięciątka Jezus i Maryi jest Caganer, która ponoć jest symbolem szczęścia i dobrobytu. Caganer to oryginalnie postać katalońskiego chłopa z czerwoną czapą na głowie, choć obecne Caganery idą o krok dalej i przedstawiają postaci znanych polityków, aktorów, piosenkarzy, sportowców czy celebrytów.
Hiszpańską wigilię (Nochebuena) rozpoczynają kolorowe parady ulicami miast, podczas których można usłyszeć dźwięk bębenków, piszczałek i trąbek, a mieszkańcy, przebrani w ludowe stroje kierują się w stronę miejscowej stajenki. Tuż po paradzie wszyscy ruszają na wigilijną kolację do najstarszego członka rodziny. Hiszpanie uwielbiają jeść, dlatego stoły tego wieczora uginają się pod ilością potraw i bynajmniej nie są to potrawy postne! Królują pieczone mięsa, suszona szynka - jamón, różnorodne ryby, owoce morza, hiszpański rosół – consome, pieczone jagnię lub prosię. Na deser łasuchy mogą zjeść drożdżowca z dużą ilością migdałów, chałwę turrón i owoce.
Po pysznej kolacji, wyśpiewanych kolędach (villancicos) czas na pasterkę, la misa del gallo – co w języku polskim oznacza mszę koguta, który jako pierwszy obwieścił wszem i wobec narodziny Jezusa. Czy tak kończy się tradycyjna hiszpańska wigilia? Otóż z całą pewnością nie! Zwieńczeniem wieczoru jest huczna zabawa na ulicach miast, której ważnym elementem jest szybki taniec Joty przy akompaniamencie gitar i kastanietów. Po intensywnej nocy znów przychodzi czas na świętowanie. Pierwszy dzień świąt także jest obfity w rozmaite dobroci, na stole znajdziemy zupę warzywną z mięsem czy kaszanką lub pulpetami, kurczak ze śliwkami i koniakiem, indyk pieczony, wszystko to popija się delikatnym winem lub hiszpańskim szampanem – cava.
Tuż po sytych biesiadach 28 grudnia czujność Hiszpanów zostaje poddana próbie, gdyż właśnie tego dnia odbywa się ichni Pryma Aprilis zwany „El Día de los Santos Inocentes”, co na polski język tłumaczymy jako dzień Świętych Niewiniątek (niemowląt skazanych na śmierć przez Heroda). Tego dnia media podają tak zwane ‘fake newsy’ starając się wkręcić rodaków w niebywałe historie, a przyjaciele i członkowie rodziny także nie pozostają dłużni czyniąc wszem i wobec przeróżne psikusy.
Małymi krokami zbliżamy się do nocy sylwestrowej (Nochevieja), podczas której oprócz dobrej zabawy do rana nie możemy zapomnieć o wielu zwyczajach, które mają gwarantować nam pomyślność, dobrobyt i miłość. Wśród nich pojawiła się także tradycja zjedzenia 12 winogron podczas 12 wybić zegara o północy, która obwieszcza nadejście nowego roku. Dlaczego przed nocą sylwestrową w witrynach sklepowych czerwieni się w oczach? To od nadmiaru czerwonej bielizny, którą obowiązkowo każdy poszukujący miłości ma przywdziać tej nocy, w przeciwnym razie cały rok pozostanie singlem. Aby zagwarantować sobie szczęście w miłości dodatkowo do lamki sylwestrowego szampana można dodać czerwone owoce takie jak maliny, truskawki czy pestki granatu. Ci, którzy mają już ukochaną osobę przy boku i chcieliby zapewnić sobie pomyślność w finansach do kieliszka wrzucają złoty pierścionek lub kolczyk. By nigdy nie zabrakło nam pożywienia wrzucimy do szampana ziarnko soczewicy. Hiszpanie, którym wybitnie brakuje pieniędzy mogą wznieść toast trzymając w drugiej dłoni zielony banknot np. 1 dolarówkę czy 100 euro, który zaszywają zieloną nicią w zielonym woreczku i wkładają do szuflady, którą rzadko otwierają. Zaraz po tym wkładają ząbek czosnku do portfela i czekają na efekty wykonanych zwyczajów.
Sylwester w Hiszpanii jest niebywale kolorowy i huczny. Kończą go uliczne zabawy Cotillones de Nochevieja, gdzie możemy spotkać przebierańców i potańczyć do białego rana, zwykle trwają do 6 lub 7 rano.


Okres bożonarodzeniowy kończy Cabalgata de los Reyes Magos, kolorowa parada Trzech króli w wigilię święta Trzech Króli, które obchodzimy 6 stycznia. Parady mają miejsce w różnych miastach w Hiszpanii i charakteryzuje je duży przepych, kolorowe postaci, egzotyczne zwierzęta, tysiące światełek i bajkowy klimat. To święto według tradycji jest świętem o ogromnym znaczeniu dla Hiszpanów. To nie św. Mikołaj, tylko oni przynoszą prezenty grzecznym dzieciom, wkładając je do butów 6 stycznia; te niegrzeczne dostają węgiel (Carbón de Reyes), a tak naprawdę cukierki imitujące węgiel, który jest odpowiednikiem naszej rózgi ;) Tego dnia tradycyjnie piecze się Rascón de Reyes, ciasto drożdżowe w kształcie pierścienia, które dekoruje się kandyzowanymi owocami, które imitują błyszczące klejnoty na płaszczach Kacpra, Melchiora i Baltazara. Przy jedzeniu ciastka należy uważać by nie natrafić na fasolę, wtedy będziemy musieli zapłacić za ciastko. Jednak może nam także dopisać szczęście kiedy w trakcie jedzenia natrafimy na figurkę króla, który zapewni nam królowanie w domu z papierów koron na głowie.
Hiszpanie uwielbiają zabawę i nocne życie, dlatego wszystkim zwyczajom towarzyszy muzyka, śpiew, gwar, tańce, pyszne jedzenie i dobry napitek. Jak widać okres bożonarodzeniowy nie jest tu wyjątkiem. Życzę wszystkim, aby ten nowy rok 2018 przywitali hiszpańskim optymizmem, pozytywnym myśleniem i beztroską, życzę samych szczęśliwości i sukcesów. Niechaj moc będzie z Wami! ¡Feliz Navidad y Próspero Año nuevo! Hasta luego 

Magdalena Blumowska

2017 - 10 - 31
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie, co to będzie ?
Halloween , święto, które całkiem niedawno zawitało w Polsce, wzbudza obecnie wiele kontrowersji. Zarzuca mu się satanistyczne obrządki i przyjmowanie wszystkiego „amerykańskiego” z otwartymi ramionami. Ale czy rzeczywiście to święto pochodzi rodem z Ameryki? Czy aby na pewno amerykanie mieli swój udział w narodzinach tego obrzędu?

Bynajmniej! To, obecnie jedno z najbardziej komercyjnych świąt, ma swoje korzenie w celtyckim obrządku Samhain, z nocy na 31 października na 1 listopada, która to uważana była za rozpoczęcie nowego roku. Zatem zanim ten obrządek powędrował do sąsiadów zza oceanu został w pełni zapoczątkowany w Europie, a dokładniej na terenie teraźniejszej Irlandii, Zjednoczonego Królestwa i północnej Francji.
Celtowie wierzyli, że w wigilię obecnego Święta Wszystkich Świętych dusze zmarłych przychodziły na ziemię. Ludzie palili ogromne ogniska i przebierali się by odgonić te złe duchy, które chętnie szukały ciała, w które mogłyby wejść i dalej czynić zło.
W IX w. n.e. na ziemie celtyckie dotarło chrześcijaństwo, które zmieszało się z rytuałem obrządków 1 listopada. Święto wszystkich Świętych, tak samo jak Samhain, celebrowano ogniskami i paradami, na których przebierano się w świętych, aniołów i diabłów.


Małymi krokami zbliżamy się do Słowiańskiej Nocy Dziadów, jakże nam bliskiej choć większość z Was pewnie teraz robi oczy ze zdziwienia. Czy znacie Adama Mickiewicza? Tak, naszego polskiego, wybitnego wieszcza, którego dzieła niejeden z nas „męczył” w szkole? Przypominacie sobie „Dziady” część II? To właśnie tam, przywołana jest Noc Dziadów, podczas której dusze bliskich przybywały z zaświatów do świata żywych.



Według słowiańskich wierzeń, Nawie – dusze zmarłych, a także nazwa zaświatów, mogły na tę jedną noc w roku odwiedzić bliskich i zejść na ziemię. Na to wszystko przyzwalał Weles – pan podziemia, który przez jedne źródła określany jest jako srogi natomiast przez inne jako ani dobry, ani zły bóg.
W II połowie XIX wieku Amerykę zalała fala imigrantów z Irlandii, z której jak już wyżej nadmieniłam zrodziło się święto Samhain. Jako że każda nacja krzewiła swoją kulturę, Irlandczycy również nie pozostali bierni i spopularyzowali swoją. Widać bowiem podobieństwo w niektórych elementach obrzędu tego święta.
Cukierek albo psikus, wszystkim znany trick or treat, to prawdopodobnie celtycka tradycja, gdzie biedni mieszkańcy żebrali o jedzenie, a zamożniejsze rodziny dawały im „duchowe ciasta” za obietnicę modlitwy. Zostawiali również misy z jedzeniem za domem, aby odpędzić złe duchy, które z uporem maniaka starały się wedrzeć do ich domostw.
Tak na zakończenie, etymologia nie pozostawia złudzeń All-hallows – Wszystkich Świętych (1 listopada), a dzień wcześniej tradycyjnie noc Samhain lub noc Dziadów (31 października) to All-Hallows’ Eve czyli…Halloween, wigilia Wszystkich Świętych Zatem…


2017 - 07 - 26
Mάlaga – miasto Picassa i Antonio Banderasa


28 kwietnia, zimno, wietrznie, deszczowo, brrr… Lotnisko w Berlinie, tupanie nóżkami w oczekiwaniu na nieznane, przelot i w końcu jest! Jest upragniona Mάlaga. Spodziewając się promieni słonecznych muskających wyziębione ciało, stoję na hiszpańskiej ziemi skąpana deszczem. I pomimo tego, że szczęka mi opadła, nie poddaję się! Wierzę, że Mάlaga mnie jeszcze zaskoczy i z pewnością nie rozczaruje. I nie myliłam się, majowy hiszpański klimat przegonił deszczowe chmury pozostawiając nieskazitelny błękit, na tle którego zaświeciło cieplutkie słoneczko. Południe Hiszpanii, Andalucía, region, który kryje wiele tajemnic, to wymarzona destynacja zarówno dla wytrawnych podróżników jak i dla tych, którzy szukają ‘resetu’ i odpoczynku. Uważana za kolebkę flamenco Andalucía, to miejsce przepełnione bajkową architekturą, mauretańskimi budowlami i dekoracjami, egzotyczną roślinnością i hiszpańskim temperamentem.
Pomimo zmęczenia po podróży nogi ciągnęły mnie po urokliwych uliczkach prowadząc do miejsc, które są zdecydowanym must see w Máladze. I nawet jeśli zwiedzanie nie jest Twoją ulubioną czynnością, każdy znajdzie tu coś co będzie wspominał przez długie lata. Wirujący dookoła zapach kwiatów, mandarynek, pomarańczy i gdzieniegdzie kadzideł tworzy niepowtarzalny nastrój, który wprowadza nas w całkiem inny nieznany nam świat. Nie sposób nie zauważyć i nie poczuć klimatu, jaki pozostawili po sobie Maurowie po wieloletniej ekspansji półwyspu iberyjskiego. Przykładem może być Alcazaba - arabska twierdza obronna czy zamek Gibralfaro, który znajduje się na wierzchołku wzgórza. Co prawda wspinaczka pod górę wymagała dużo siły, jednak roślinność i przepięknie pachnące kwiaty, które zdobiły drogę pozwalały zapomnieć o wysiłku i bólu nóg. Ostatnie metry, ostatnie pokonywane stopnie i w końcu upragniony szczyt. Udało się choć nie ma to jak spóźnić się 15 minut i pocałować przysłowiową klamkę do zamku  Jednak widok na panoramę miasta z samiuteńkiej góry jest powalający, złość na zamknięte wrota zamku mija w jednej chwili. Dość blisko góry znajduje się arena walk byków – Plaza de Toros de la Malagueta, skąd możemy zrobić zdjęcie niemal z lotu ptaka, bez zwiedzania obiektu. Przy Alcazabie znajdują się ruiny Teatro Romano, a obok nich urokliwa knajpka Bodega Bar El Pimpi gdzie możemy podziwiać murale w stylu Picassa Nie możemy zapomnieć o kościołach, które są rozsiane po całej Hiszpanii niczym grzyby po deszczu. Mάlaga nie jest tu wyjątkiem, dlatego polecam zobaczyć renesansową katedrę – Santa Iglesia Catedral Basilíca de la Encarnación (Katedra Wcielenia), którą uważa się za majstersztyk kamieniarstwa. Rzeczywiście z zewnątrz wieczorem w blasku lamp i otoczeniu palm oraz drzew pomarańczowych wygląda bardzo okazale. Nic nie mogę wspomnieć o wnętrzu gdyż po prostu tam nie zajrzałam. Jako, że Mάlaga jest miastem, w którym urodził się Picasso można również wejść do jego muzeum, które znajduje się na największym placu Plaza de la Merced lub do Fundación Picasso, gdzie można zobaczyć przedmioty, które są związane z tym wielkim ojcem kubizmu. Oczywiście atrakcji turystycznych jest o wiele więcej, przekonacie się o tym przemierzając miasto w szerz i wzdłuż odkrywając jego ukryte zaułki i tajemnicze uliczki.




Po wyczerpującym ‘zdzieraniu zelówek’ czas na wymarzony wypoczynek. A jak wypoczynek to tylko nad morzem. Dla tych, którym nie straszne są kąpiele słoneczne, pękające naczynka czy oznaki starzejącej się skóry zapraszam na plażę Malagueta, gdzie spokojnie będą mogli oddać się swemu ulubionemu zajęciu. Ci, którzy chcą uniknąć intensywnego słońca - ja do tej grupy się zaliczam - mogą wykupić leżak i parasol (5 euro), pod którym można bezpiecznie się schronić przez cały dzień. O jedzonku jeszcze będę pisać, ale muszę tutaj wspomnieć o przepysznym plażowym barze, z kolejką niczym do najdroższej restauracji, którego ceny nie obciążają portfela, a pozostawiają niezapomniany smak w ustach.


Hiszpania to moja królowa smaków i pomimo, że odwiedziłam ją kilkakrotnie za każdym razem odkrywam nowe. Każdy region może pochwalić się swoimi popisowymi daniami i w Maladze takowych nie zabrakło. Jak na śródziemnomorski kraj przystało królują tu owoce morza, zatem grzechem byłoby nie spróbować dania Fritura Malagueňa – kalmary, ośmiorniczki, krewetki, płaszczki i inne żyjątka w delikatnej panierce. Gorąco polecam las croquetas - krokieciki z płynnym nadzieniem w najróżniejszych smakach: warzywnym, szpinakowym, z owoców morza, grzybowym, a nawet kaszankowym  Tortilla ziemniaczana to kolejny must try! Oprócz tradycyjnych można wypróbować bardziej egzotyczne z wyszukanymi składnikami. Ja zaryzykowałam, moja tortilla była czarna za sprawą atramentu z kałamarnicy z dodatkiem ośmiorniczek. Pycha!!! Palce lizać Dla tych, którzy preferują lżejsze dania proponuje grillowane szaszłyki z owoców morza z przepysznym sosem pietruszkowo-czosnkowym. Niedaleko naszego hotelu, który znajdował się w centrum miasta znajdował się spory budynek Mercado ( pol. rynek, targowisko) z niezliczoną ilością knajpek i straganów ze świeżymi owocami, warzywami, rybami itd. To właśnie tam jadłam najpyszniejszy rybny szaszłyk z grillowanymi warzywami.


Po tak obfitej obiadokolacji nie może zabraknąć‘napitka’ ;) Nie jestem koneserką wina lecz nie spróbować go w Maladze to duży błąd, gdyż uważane jest za jedno z najlepszych na świecie. Cóż więcej trzeba siedząc na tarasie klimatycznej knajpki na Calle Granada, słuchając hiszpańskiej muzyki i popijając sangríę?... Trochę się rozmarzyłam więc czas wracać na ziemię.
Jest jeszcze jedna rzecz, której nie sposób nie wspomnieć. Jeśli wasz wyjazd wypadnie w długi weekend to nie możecie przeoczyć dobrze znanego wam święta El Día del Trabajador ( el Día del Trabajo) czyli Narodowy Dzień Pracy. U nas pochody pierwszo majowe już dawno przeszły do lamusa, ale w Hiszpanii wciąż można zobaczyć kolorowy korowód ludzi dzierżących plakaty, transparenty i flagi wyrażające sprzeciw co do prowadzonej polityki lub żądań jakich domagają się w stosunku do pracowników. Hiszpański pochód bardziej przypomina polską manifestację lecz zobaczyć go na żywo z bliska to ciekawe przeżycie i miła przygoda.



Będąc w Maladze możemy pokusić się na wyjazd w kilka malowniczych miejsc. Warto dotrzeć do Granady lub Córdoby, mi udało się zobaczyć Sevillę, ale to już temat na kolejną relację  Hasta luego!


Strona główna | My | Polityka prywatności
SZYBKI KONTAKT:
Salon Piękności Isabell
91 577 81 81