Strona głównaMyOfertaAktualnościButikBlogGaleriaKontaktpoczta
Blog
Daria


Dorota


Iza


Magda


Magda
2017 - 07 - 26
Mάlaga – miasto Picassa i Antonio Banderasa
28 kwietnia, zimno, wietrznie, deszczowo, brrr… Lotnisko w Berlinie, tupanie nóżkami w oczekiwaniu na nieznane, przelot i w końcu jest! Jest upragniona Mάlaga. Spodziewając się promieni słonecznych muskających wyziębione ciało, stoję na hiszpańskiej ziemi skąpana deszczem. I pomimo tego, że szczęka mi opadła, nie poddaję się! Wierzę, że Mάlaga mnie jeszcze zaskoczy i z pewnością nie rozczaruje. I nie myliłam się, majowy hiszpański klimat przegonił deszczowe chmury pozostawiając nieskazitelny błękit, na tle którego zaświeciło cieplutkie słoneczko. Południe Hiszpanii, Andalucía, region, który kryje wiele tajemnic, to wymarzona destynacja zarówno dla wytrawnych podróżników jak i dla tych, którzy szukają ‘resetu’ i odpoczynku. Uważana za kolebkę flamenco Andalucía, to miejsce przepełnione bajkową architekturą, mauretańskimi budowlami i dekoracjami, egzotyczną roślinnością i hiszpańskim temperamentem.
Pomimo zmęczenia po podróży nogi ciągnęły mnie po urokliwych uliczkach prowadząc do miejsc, które są zdecydowanym must see w Máladze. I nawet jeśli zwiedzanie nie jest Twoją ulubioną czynnością, każdy znajdzie tu coś co będzie wspominał przez długie lata. Wirujący dookoła zapach kwiatów, mandarynek, pomarańczy i gdzieniegdzie kadzideł tworzy niepowtarzalny nastrój, który wprowadza nas w całkiem inny nieznany nam świat. Nie sposób nie zauważyć i nie poczuć klimatu, jaki pozostawili po sobie Maurowie po wieloletniej ekspansji półwyspu iberyjskiego. Przykładem może być Alcazaba - arabska twierdza obronna czy zamek Gibralfaro, który znajduje się na wierzchołku wzgórza. Co prawda wspinaczka pod górę wymagała dużo siły, jednak roślinność i przepięknie pachnące kwiaty, które zdobiły drogę pozwalały zapomnieć o wysiłku i bólu nóg. Ostatnie metry, ostatnie pokonywane stopnie i w końcu upragniony szczyt. Udało się choć nie ma to jak spóźnić się 15 minut i pocałować przysłowiową klamkę do zamku  Jednak widok na panoramę miasta z samiuteńkiej góry jest powalający, złość na zamknięte wrota zamku mija w jednej chwili. Dość blisko góry znajduje się arena walk byków – Plaza de Toros de la Malagueta, skąd możemy zrobić zdjęcie niemal z lotu ptaka, bez zwiedzania obiektu. Przy Alcazabie znajdują się ruiny Teatro Romano, a obok nich urokliwa knajpka Bodega Bar El Pimpi gdzie możemy podziwiać murale w stylu Picassa Nie możemy zapomnieć o kościołach, które są rozsiane po całej Hiszpanii niczym grzyby po deszczu. Mάlaga nie jest tu wyjątkiem, dlatego polecam zobaczyć renesansową katedrę – Santa Iglesia Catedral Basilíca de la Encarnación (Katedra Wcielenia), którą uważa się za majstersztyk kamieniarstwa. Rzeczywiście z zewnątrz wieczorem w blasku lamp i otoczeniu palm oraz drzew pomarańczowych wygląda bardzo okazale. Nic nie mogę wspomnieć o wnętrzu gdyż po prostu tam nie zajrzałam. Jako, że Mάlaga jest miastem, w którym urodził się Picasso można również wejść do jego muzeum, które znajduje się na największym placu Plaza de la Merced lub do Fundación Picasso, gdzie można zobaczyć przedmioty, które są związane z tym wielkim ojcem kubizmu. Oczywiście atrakcji turystycznych jest o wiele więcej, przekonacie się o tym przemierzając miasto w szerz i wzdłuż odkrywając jego ukryte zaułki i tajemnicze uliczki.



Po wyczerpującym ‘zdzieraniu zelówek’ czas na wymarzony wypoczynek. A jak wypoczynek to tylko nad morzem. Dla tych, którym nie straszne są kąpiele słoneczne, pękające naczynka czy oznaki starzejącej się skóry zapraszam na plażę Malagueta, gdzie spokojnie będą mogli oddać się swemu ulubionemu zajęciu. Ci, którzy chcą uniknąć intensywnego słońca - ja do tej grupy się zaliczam - mogą wykupić leżak i parasol (5 euro), pod którym można bezpiecznie się schronić przez cały dzień. O jedzonku jeszcze będę pisać, ale muszę tutaj wspomnieć o przepysznym plażowym barze, z kolejką niczym do najdroższej restauracji, którego ceny nie obciążają portfela, a pozostawiają niezapomniany smak w ustach.
Hiszpania to moja królowa smaków i pomimo, że odwiedziłam ją kilkakrotnie za każdym razem odkrywam nowe. Każdy region może pochwalić się swoimi popisowymi daniami i w Maladze takowych nie zabrakło. Jak na śródziemnomorski kraj przystało królują tu owoce morza, zatem grzechem byłoby nie spróbować dania Fritura Malagueňa – kalmary, ośmiorniczki, krewetki, płaszczki i inne żyjątka w delikatnej panierce. Gorąco polecam las croquetas - krokieciki z płynnym nadzieniem w najróżniejszych smakach: warzywnym, szpinakowym, z owoców morza, grzybowym, a nawet kaszankowym  Tortilla ziemniaczana to kolejny must try! Oprócz tradycyjnych można wypróbować bardziej egzotyczne z wyszukanymi składnikami. Ja zaryzykowałam, moja tortilla była czarna za sprawą atramentu z kałamarnicy z dodatkiem ośmiorniczek. Pycha!!! Palce lizać Dla tych, którzy preferują lżejsze dania proponuje grillowane szaszłyki z owoców morza z przepysznym sosem pietruszkowo-czosnkowym. Niedaleko naszego hotelu, który znajdował się w centrum miasta znajdował się spory budynek Mercado ( pol. rynek, targowisko) z niezliczoną ilością knajpek i straganów ze świeżymi owocami, warzywami, rybami itd. To właśnie tam jadłam najpyszniejszy rybny szaszłyk z grillowanymi warzywami.


Po tak obfitej obiadokolacji nie może zabraknąć‘napitka’ ;) Nie jestem koneserką wina lecz nie spróbować go w Maladze to duży błąd, gdyż uważane jest za jedno z najlepszych na świecie. Cóż więcej trzeba siedząc na tarasie klimatycznej knajpki na Calle Granada, słuchając hiszpańskiej muzyki i popijając sangríę?... Trochę się rozmarzyłam więc czas wracać na ziemię.
Jest jeszcze jedna rzecz, której nie sposób nie wspomnieć. Jeśli wasz wyjazd wypadnie w długi weekend to nie możecie przeoczyć dobrze znanego wam święta El Día del Trabajador ( el Día del Trabajo) czyli Narodowy Dzień Pracy. U nas pochody pierwszo majowe już dawno przeszły do lamusa, ale w Hiszpanii wciąż można zobaczyć kolorowy korowód ludzi dzierżących plakaty, transparenty i flagi wyrażające sprzeciw co do prowadzonej polityki lub żądań jakich domagają się w stosunku do pracowników. Hiszpański pochód bardziej przypomina polską manifestację lecz zobaczyć go na żywo z bliska to ciekawe przeżycie i miła przygoda.



Będąc w Maladze możemy pokusić się na wyjazd w kilka malowniczych miejsc. Warto dotrzeć do Granady lub Córdoby, mi udało się zobaczyć Sevillę, ale to już temat na kolejną relację  Hasta luego!


Strona główna | My | Polityka prywatności
SZYBKI KONTAKT:
Salon Piękności Isabell
91 577 81 81