Strona głównaMyOfertaAktualnościButikBlogGaleriaKontaktpoczta
Blog
Daria


Dorota


Iza


Magda


Daria
2018 - 04 - 05
Cele
Ile ludzi, tyle spojrzeń na daną kwestię. Całkiem niedawno uczestniczyłam w wykładzie, podczas którego wywiązała się interesująca dyskusja na temat celów. Z zaskoczeniem przyjęłam informację od jednego z uczestników, że dla niego cele to coś złego ponieważ go stresują, wywierają swego rodzaju presję. Mocne - pomyślałam. Większość głosów była pozytywna, np. że popychają do rozwoju, pomagają w planowaniu oraz osiąganiu mniejszych i większych sukcesów. Prowadzący nie podjął się rozstrzygania tej kwestii ale w mojej głowie dyskusja trwała dalej. Dlaczego cele mogą jawić się jako coś negatywnego, stresować ludzi?



Cele stawiamy sobie wtedy, gdy do czegoś dążymy, chcemy coś osiągnąć i planujemy co jest nam do tego potrzebne, co należy przygotować, a następnie krok po kroku wykonać. Cele mogą być różne, krótko i długoterminowe, wymagające większego lub mniejszego nakładu pracy,zaangażowania i wysiłku. Kiedy to może być stresujące? Myślę, że wtedy, gdy cel do którego dążymy nie jest NASZ. Jeśli cele są nam narzucone przez kogoś, wówczas rzeczywiście mogą stresować, a nawet powodować niechęć na samą myśl o wykonywaniu jakiejkolwiek czynności w tym kierunku. Na dłuższą metę budzi to frustrację i zniechęcenie. Odwrotnie sytuacji będzie wyglądała, gdy cele będą odzwierciedleniem naszych marzeń i pragnień. Będą wówczas wywoływać pozytywne emocje i będziemy do nich dążyć z wielkim zapałem a nawet entuzjazmem.
W życiu jednak jest tak, że stawiane są przed nami różne wyzwania, choćby
w pracy dostajemy zadania do wykonania. Można by się pokusić o stwierdzenie, że dostajemy narzucone cele, że one są nie nasze. Zgoda, ale skoro jednak wykonujemy jakąś pracę, oznacza to, że powinniśmy dane cele zrealizować. Najlepiej więc przyjąć je jako nasze. Dlatego, jeśli frustruje
lub stresuje kogoś cel pod tytułem "muszę zrobić obrót X", może lepiej gdy przełoży to sobie na swój cel, np. "chcę uzyskać premię bo marzą mi się egzotyczne wakacje w tym roku". Prawda, że tak można zmienić nastawienie?
Innym przykładem realizowania nie swoich celów i stres z tym związany może dotyczyć sytuacji, gdy staramy się wciąż spełniać czyjeś oczekiwania względem naszej osoby. Staramy się wtedy
na siłę robić coś by przypodobać się innej osobie, przestajemy być sobą co w efekcie prowadzi do tego, że czujemy się źle. Podobnie jest w sytuacjach, gdy porównujemy się do innych osób
i robimy to zwykle wybiórczo. Np. ktoś jako cel stawia sobie regularne bieganie dla poprawy kondycji i zrzucenia zbędnych kilogramów. Szczerze nienawidzi biegać, ale stara się to robić bo inni w jego otoczeniu tak robią i uważają za jedyną słuszną rację bo im to służy. Nasz bohater ma problemy z kolanami i bieganie zaczyna go boleć, nie mówiąc o tym jak codziennie musi się zmuszać do tej aktywności. Nie bierze pod uwagę, że dla poprawy kondycji i zrzucenia kilogramów może robić inne rzeczy niż jego znajomi, którzy prawdopodobnie mają inne predyspozycje.
Można też odwrócić tę sytuację i zastanowić się dlaczego oni biegają? Najprawdopodobniej okaże się, że każdy robi to z innego powodu i ma swój własny cel. Dla kogoś będzie to przebiegnięcie maratonu lub półmaratonu, dla innej osoby poprawa kondycji, jeszcze dla innej nawiązanie znajomości i przynależność do grupy, a jeszcze dla kogoś innego chęć bycia modnym. Jeśli dążymy do określonego celu i towarzyszy nam przy tym niewygodne poczucie braku komfortu, warto zastanowić się dlaczego to robimy, czy realizujemy własne wyzwanie?
Kiedy jeszcze cele mogą stresować? Gdy staramy się zrealizować coś działając poza zasięgiem naszego wpływu. Na każdym szkoleniu sprzedażowym na jakim byłam, wszyscy powtarzali,
że cel musi być realny. I faktycznie, gdy na dzień dobry cel wydaje się być przytłaczający, wręcz niemożliwy do osiągnięcia, już na starcie myślimy o nim negatywnie. Odkładamy go
w czasie lub podchodzimy do jego realizacji bez entuzjazmu i bez wiary w to, że uda się go osiągnąć. Dlatego tak bardzo ważne jest by cel był w naszych oczach realny do osiągnięcia,
bo wtedy chcemy go zrealizować, chcemy wykonać zadania, które do niego prowadzą. Jednym ze sposobów poradzenia sobie z ogromnym wyzwaniem ( czyli dużym i trudnym celem) będzie dobre planowanie co oznacza podzielenie go na mniejsze cele i rozłożenie w czasie w taki sposób, by mniejszymi krokami sięgnąć po to, na czym nam zależy.
Na zakończenie, wracając do dyskusji czy cele są pozytywne czy negatywne, moja odpowiedź brzmi następująco - wszystko zależy od nastawienia. Na szczęście nastawienie można zmienić.

Daria Drozd - Life Coach, Trener rozwoju

2018 - 01 - 09
Co nam przyniesie nowy rok...?

Pamiętam jak podczas jednych warsztatów na temat zarządzania sobą w czasie, zapytałam uczestniczki czy robią sobie postanowienia noworoczne. Spora grupa odpowiedziała przecząco. Powód jest oczywisty. Gdy kiedyś je robiły, nie były w stanie ich dotrzymać, to z kolei budziło frustrację i niewygodne poczucie, że nie dały rady. Osobiście jestem zwolennikiem planowania. Planowania w ogóle ale i takiego okolicznościowego, jak przy okazji zmiany roku i wymiany kalendarza. Bo uwielbiam planować analogowo, w kalendarzu papierowym, nie tak po nowemu w aplikacji. Rok to długo i krótko zarazem. Gdy nasze plany mają odległy, kilkuletni horyzont czasowy, dobrze jest co jakiś czas weryfikować postępy w ich realizacji. Na przykład raz do roku. Co innego gdy to, na czym nam zależy możemy uzyskać w krótszym czasie, np. możemy zaplanować zrobienie jakiegoś kursu czy ciekawy urlop, wtedy planujemy i realizujemy założenia na bieżąco w ciągu roku. Tak czy inaczej, żeby nasze życie miało określony kierunek powinniśmy planować. Chociażby po to, by codziennie rano wstając z łóżka nie wykonywać jedynie rutynowych zadań, zgodnie z nabytymi i utrwalonymi nawykami, niekoniecznie najlepszymi z możliwych.

Co zatem zrobić, by te plany nasze, zwłaszcza noworoczne, nie spełzły na niczym, utwierdzając nas do głębi w ich bezsensowności? Otóż warto dobrze się przygotować do planowania. Na początek zadać sobie kilka pytań: co jest dla mnie ważne a co najważniejsze? Z czego nigdy nie zrezygnuję a co mogę porzucić? I wreszcie zastanowić się przez chwilę i odpowiedzieć sobie szczerze na jedno z ulubionych pytań rekruterów: co chcę robić za pięć lat? Jak chcę by wtedy wyglądało moje życie? Niby proste, choć dla wielu osób dość niewygodne jest to wyobrażanie siebie. Ale o to właśnie chodzi! Jeśli chcemy sami świadomie kierować swoim życiem, musimy je planować, bo w przeciwnym razie będziemy biernie brać tyle ile dostaniemy, ile się przytrafi. Więcej nic.

Wracając więc do pytania o tę przyszłość za lat kilka... Gdy już znamy odpowiedź, wtedy możemy ułożyć sobie plan działania: co należy zmienić lub czego robić więcej w najbliższym czasie, by za rok planując kolejny, być bliżej spełnienia tego, na czym nam zależy. Bierzmy życie w swoje ręce, bo tylko my sami wiemy, jakie jest dla nas najlepsze ;-)

Daria Drozd - Life Coach, Trener rozwoju

2017 - 11 - 28
Tu i teraz – czy warto?

Dla niektórych jest to kolejne hasło, wydaje się być chwilową modą, wyświechtanym frazesem, który nic nie wnosi i za jakiś czas odejdzie do lamusa. Czy aby na pewno? Co kryje się
w tej krótkiej myśli? Mamy żyć tu i teraz, czyli chwilą obecną? Od razu przypomina mi się Carpe diem z poezji Horacego: „Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie”. W czasach liceum wielu moich rówieśników zachwyconych tą filozofią myślało sobie: żyjmy chwilą, bierzmy z życia co nam daje i nie martwmy się tym co będzie. Hura! Takie myśli potrafią popychać do różnych szaleństw i zaniechań. Dla przykładu, nie każdy należycie przygotował się do matury. Wracając do tematu, nie można zapomnieć o tym co było, skąd pochodzimy, jakie są nasze korzenie. Minione lata i chwile ukształtowały nas i sprawiły,
że jesteśmy takimi ludźmi, jakimi jesteśmy. To nasza tożsamość. Podobnie nie można przestać myśleć o przyszłości. Zgadzam się z Horacym, nie wiemy co będzie, ale przyszłość to nasze oczekiwania, marzenia. Przyszłość to jutro, to nawet dzisiejszy wieczór, wszystko to, co za chwilę. Każdy coś planuje i nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej.
Dla mnie tu i teraz jest pewnym skrótem myślowym, który nie rozdziela przeszłości
i przyszłości z tym co teraz, lecz nakłania do życia w harmonii. Zachęca do tego, byśmy żyli
i działali z pełną świadomością otaczającej nas chwili. Chodzi o to, by nauczyć się dostrzegać głębiej, nie tylko to, co da się zobaczyć, ale również to, co odczuwamy w związku z daną chwilą, wydarzeniem, sytuacją, abyśmy potrafili odnotować co się z nami dzieje i dlaczego,
i co najważniejsze, czy nam to służy.
Gdy się nad tym zastanowić, życie w zgodzie z dewizą tu i teraz daje wiele korzyści:

tu i teraz – jesteśmy uważni na co dzień, w zwykłych czynnościach. Nie robimy wielu rzeczy naraz. Dzięki temu dostrzegamy więcej szczegółów życia a koncentracja na konkretnej kwestii znacznie się zwiększa;

tu i teraz – cieszymy się chwilą, którą aktualnie przeżywamy np. kubkiem gorącej herbaty przy kominku lub w miłym towarzystwie;

tu i teraz – doświadczamy też trudnych chwil, które nie należą do przyjemnych i łatwych,
za to możemy przeżywać je głębiej, świadomi z lepszym zrozumieniem tego co nas spotkało i co to dla nas znaczy. Dzięki temu szybciej możemy wyciągnąć wnioski a także szybciej podnieść się jeśli doświadczenia były bardzo trudne;

tu i teraz – świadomie wybieramy reakcje na to z czym się spotykamy. Pomiędzy bodźcem
a naszą reakcją zostawiamy sobie czas do namysłu. Nie działamy wtedy schematycznie ani pochopnie, nie podążamy za tłumem lecz świadomie wybieramy;

tu i teraz – mamy określony czas. Doba ma 24 godziny, świadomie decydujemy jak ten czas chcemy wykorzystać. Jeśli pozwalamy sobie na tzw. nicnierobienie, to znaczy, że świadomie wybraliśmy aby część swojego czasu przeznaczyć na taki odpoczynek i nie mamy z tego powodu wyrzutów sumienia;

tu i teraz – pamiętamy o swoich wartościach i żyjemy w zgodzie z nimi. Dzięki temu czujemy się bardziej szczęśliwi. Dla przykładu, jeśli jedną z najważniejszych wartości
w życiu jest dla kogoś rodzina, oznacza to przeznaczanie części czasu dla tej rodziny, dbanie o relację i bliskość;

tu i teraz – nie odkładamy ważnych dla siebie spraw na później. Życie dzieje się teraz,
w każdej bieżącej chwili, dlatego nie czekamy z prawdziwym życiem na jakiś czas
w nieznanej przyszłości, która być może nie nadejdzie nigdy.

Pamiętając o tym, by żyć tu i teraz, zwiększamy szansę na to, by u schyłku życia nie żałować,
że przez cały swój czas pędziliśmy za czymś ( kariera, pieniądze, uznanie, itd.) nie dostrzegając tego co mijaliśmy po drodze. Warto zatrzymać się po to, by przeżywać drobne przyjemności
i chwile szczęścia po to, by czuć się spełnionym każdego dnia. Tu i teraz.



Daria Drozd - Life Coach, Trener rozwoju

2017 - 09 - 24
Gdzie ucieka nasza energia życiowa?
Witam serdecznie czytelników bloga. Zgodnie z zapowiedzią w mojej części będzie rozwojowo, dlatego zapraszam wszystkich, którzy zainteresowani są braniem z życia pełnymi garściami, chcą dostrzegać powody do radości każdego dnia oraz brać sprawy we własne ręce.



Dzisiaj zaczynam od tego, bo temat na czasie. Zaobserwowałam, że jego aktualność można odnotować przez okrągły rok. Ludzie skarżą się na brak chęci, siły czy motywacji do robienia czegoś poza tym, co zrobić muszą bezwzględnie, jak jeść, pić, spać i pracować zawodowo.
Jeśli jednak sprawa dotyczy pozostałych aktywności, bardzo często brak nam zwyczajnie energii.

Jeszcze niedawno winą można było obarczyć przesilenie wiosenne i zmianę czasu, niedługo zacznie się przesilenie jesienne uwieńczone również tą mniej lubianą zmianą czasu na zimowy. Aktualnie kończy się lato, które tego roku nie rozpieszczało. Dookoła ludzie narzekali na niska temperaturę, opady i brak słońca. Za chwilę powodem do niezadowolenia będzie coraz krótszy dzień i jeszcze mniej chęci na cokolwiek. Ile razy zdarzało się nam myśleć „żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce”? Albo uzależniać swoje samopoczucie od pogody właśnie? Bo jeśli rzeczywiście tylko gdy słońce świeci to chce nam się żyć i robić różne rzeczy, to biorąc pod uwagę nasłonecznienie
w naszym kraju, należałoby się wyprowadzić lub spróbować funkcjonować jak niedźwiedź
i wyłączać się na czas zimowej pluchy.
Taki sposób myślenia nie sprzyja nam, a wręcz odbiera energię. Myślimy o tym jak jest nieciekawie za oknem, udzielamy się w rozmowie, w której tematem przewodnim jest narzekanie i licytowanie się kto ma gorzej lub komu jest trudniej. I nic dziwnego, że po czymś takim nie czujemy się najlepiej i nie mamy chęci lub siły choćby na spacer czy rower z dzieckiem.

Jak więc uwolnić się od takich zgubnych przekonań?
Na początek powinniśmy sobie uświadomić, że to o czym myślimy, wpływa na to, jak się czujemy. Jeżeli zatem, złapiemy się na tym, że na głos lub w myślach narzekamy na cokolwiek lub myślimy o czymś negatywnie, zastanówmy się czy mamy na to jakiś wpływ. Jeżeli możemy coś zmienić, zróbmy to. Jeżeli sytuacji nie możemy zmienić, zadecydujmy świadomie jak zareagować. Pogoda jest od nas niezależna, ale od nas zależy, czy pogoda będzie wpływać na nasze samopoczucie. Miejmy swoją własną pogodę. To co nas osłabia i odbiera energię, to nasza reakcja na okoliczności, których doświadczamy, w tym reakcja na pogodę. Nie na wszystko co nam się przydarza możemy wpłynąć. Za to od nas zależy, jak zareagujemy i jakie w konsekwencji będziemy mieli samopoczucie.
Nie jest łatwo działać w ten sposób bo wymaga to, by pomiędzy bodźcem, a naszą reakcją nastąpił wybór w jaki sposób chcemy zareagować. Ale zapewniam, że można to wyćwiczyć. I warto.

Zainteresowanych tematem lub chęcią przetrenowania zapraszam do kontaktu wizytówka.
W związku ze zbliżającą się wielkimi krokami jesienią, życzę wszystkim czytelnikom pogody ducha!


Daria Drozd - Life Coach, Trener rozwoju


Strona główna | My | Polityka prywatności
SZYBKI KONTAKT:
Salon Piękności Isabell
91 577 81 81